wtorek, 24 marca 2015

Doniesienia z frontu – Ojj, Grenada, Grenada (181)

Nic nie wyszło. Z niczego. Tzw. „liming” się nie odbył. Bez podania przyczyn. No, ale problemu nie ma. Przygotowaliśmy butelkę rumpunch'a na tą niebywałą okoliczność, a ponieważ spożyta nie została, to zostanie wykorzystana przy innej okazji. Na pewno się nie zmarnuje ;-)
Wypłynięcie na Grenadę też się opóźnia. Trochę miały w tym udział nasze przygotowania, ale główny ciężar odpowiedzialności spada na Herberta. Nigdzie mu się nie śpieszy, na wszystko ma czas, a potem tłumaczy się w „imigracyjnym”. Okazało się, że przedłużył sobie samowolnie pobyt na TT o tydzień. Urzędnik z opadłą dolną wargą tłumaczył mu jak to niedobrze, jak nieładnie i, że nie wie czy w przypadku powrotu go wpuszczą i czy inny urzędnik (cytuję) „okaże mu miłosierdzie”. Takie pierdu pierdu dla podniesienia własnej samooceny i powagi urzędu. Na koniec i tak, co było wiadome, wypełnił co musiał.
Zresztą pobyt w Immigration Office był ciekawy jeszcze z jednego względu. Najpierw znaleźliśmy ogłoszenie o sprzedaży Huntera 31 i w podpisie było moje nazwisko. Gdzieś na trynidadzkim zadupiu znajduję kogoś kto się nazywa tak samo jak ja. Rozumiem Anderson, Andersen, ale Anders?. Nawet w Polsce nam się nie zdarzyło.
Druga ciekawostka – na tablicy były tylko dwa ogłoszenia w poszukiwaniu miejsca na jachcie - obydwa polskie. Albo tak źle jest w Kraju, albo jest tak dobrze i kasa na podróże się znalazła, albo rodacy tacy aktywni i otwarci na świat.
W każdym bądź razie na Grenadę ruszamy jutro, tak około południa.
P.S. Napisałem po mailu do tych „ciekawostek”. Zobaczymy czy odpiszą.


4 komentarze:

  1. Tomek;
    Mysle ze wyjasnienie jednej z tych ciekawostek moze byc bardzo prozaiczne.
    Facet przypuszczalnie rzeczywiscie nazywa sie Anderson lub Andersen ale poprzez zbyt duza ilosc spozytego rumpunch'a stal sie Andersem.

    Andrzej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba, że to on spożywał, bo ja to alkoholu do ust nie biorę ;-)

      Usuń
  2. O jej o jej donosicie, donosicie i donieść nie możecie. kafejkę internetową wam otwierają w PowerBoat'sie, tak że powinniście częściej teraz donosić. dużo jaj kolorowych na zblizające się święta wam życzym. And

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Peaku nadal bezpłatnie, ale my w trasie więc donosimy mniej. Kabestanem się bawię, ale te skurczybyki za kilka małych kawałeczków metalu chcą ponad 50 US$.
      Kolorowych jajek życzymy.

      Usuń