Ze sterem na razie zastój, czekam, aż mnie tzn. łódkę podniosą i będę mógł go wysunąć. Podobno ma to nastąpić w poniedziałek.Do tego czasu spróbujemy nadrobić zaległości w innych pracach. Może uda się podgonić z okuciem dziobowym, pomalować laminat na pokładzie, założyć w końcu babysztag. Zobaczymy.
Ola naprawia dzielnie ponton. Założyła dwie nowe łaty, a następnie znalazła dwie nowe dziury. Pewnie jak okleimy całość, to powietrze przestanie uciekać. Trochę jestem na to wszystko zły, bo naprawiamy nasz, zakrywamy go przed słońcem, chuchamy i dmuchamy, a powietrze schodzi.
Faceci z łódki obok, nowo kupionej, wyciągnęli gdzieś z zakamarków ponton, który wyglądał jak brudna szmata. Zrzucili go z paru metrów na beton, Ciągali go i szurali. Następnie pożyczyli od nas pompkę, napompowali i ..... wszystko jest ok. Trzyma powietrze.
Ola znowu piecze i muszę przyznać, ze to jak na razie jedyny dobry chleb jaki tu jadłem. Mam nadzieje, że to pieczenie wejdzie jej w nawyk ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz