Cztery
tygodnie z Różą Wiatrów pozostawiły jednak w mojej psychice
traumatyczne zmiany. Przypuszczalnie nie do odwrócenia. W czasie snu
ciągle ostrzę, odpadam robię zwroty, a tuż po przebudzeniu nadal
zastanawiam się czy bajdewind był wystarczająco ostry przy
„podejściu do człowieka”. Chyba wystąpię do pracodawcy z
wnioskiem o dopłacenie za nadgodziny ;-)
Odebrałem
też wiadomości z dalekich krain. Trochę z tym zwlekałem obawiając
się złych wieści, okazało się jednak, że Orion jeszcze unosi
się na trynidadzkich falach. Podobno pogoda była jakiś czas temu
kiepska i wiatr podarł plandekę, którą naciągnęliśmy na
sterówkę. Poza tym w środku sucho, akumulatory ok, silnik odpalił.
Czyli wszystko ok i niech tak zostanie. Mike, który zagląda na
łódkę robi mi ogromną przysługę. Będę musiał coś wymyślić
w ramach podziękowań.
A
na razie wracam do „polskich” spraw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz