Przyznam
się szczerze, że czternastolatkowie, a w takim wieku była załoga,
nie są moją ulubioną grupą wiekową. Z jednej strony aspiracje do
bycia dorosłym, a z drugiej kompletnie niepoważne zachowania. Po
kilku dniach, gdy postępy nie były zbyt widoczne, a na dodatek
trzeba było kuć teorię, po prostu sobie odpuścili. Wpływ na to
miał też dosyć silny wiatr wiejący przez kilka dni, przy którym
po prostu część z nich nie radziła sobie fizycznie. Poza tym taki
rejs to żadne wakacje, raczej szkoła przetrwania.
Rodzice,
do których musiałem dzwonić rozumieli sytuację. Prawie wszyscy.
Jeden z ojców zdecydował za syna, że jednak ma próbować. To się
nie mogło udać.
No
to doszliśmy do egzaminów. Nie ma co kręcić – z naszego rejsu
zdała jedna osoba. Większość zdała manewrówkę, a wszyscy minus
jeden polegli na teorii. Obóz był trochę lepszy, choć wynik miał
najgorszy spośród wszystkich turnusów.
Testy
układają egzaminatorzy z puli pytań przygotowanych odgórnie chyba
przez PZŻ i dobór tych właśnie pytań decyduje o trudności.
Można dyskutować czy ktoś po dwutygodniowym rejsie lub obozie umie
żeglować (w mojej opinii nie) i czy powinien otrzymać patent
żeglarza, który według obecnych przepisów daje spore uprawnienia,
ale nie o to chodzi. Róża Wiatrów strzela sobie po prostu w stopę.
Nie da się poruszyć na szkoleniach wszystkiego, a nie było żadnej
komunikacji pomiędzy instruktorami a komisją. Poza tym osoba, która
przygotowała test udowodniła, że umie więcej niż kursanci.
Gratuluję. Tylko kto przyjedzie do Róży jak w internecie pójdzie
fama, że tam zdać jest trudno? Konkurencja już zaciera ręce.
taki urok rury wiatrów iż jest z dala od logiki nawet podstawowej
OdpowiedzUsuńto jest u nich genetyczne
niestety:(
i jak potrafię liczyć to od 2007 roku nie widać zmian na lepsze :(
nie moje małpy
nie mój cyrk :):):)
jpt
No tak, dokładnie wczoraj wieczór w trakcie rozmowy ze wspólnym kolegą zgadało się, że również walczyłeś na "różanym" froncie. Radość w moim sercu zagościła, że mogłem kroczyć tą samą ścieżką ;-)))
Usuń